Jaworki, czyli Nigel Kennedy w Barbicanie

21 Styczeń 2012 Dodaj komentarz

Ktos z widowni nagle zaczyna skandowac “Jaworki! Jaworki”, a Nigel od razu wyjasnia *bo publika lekko osłupiała, co się dzieje*, że to własnie w Jaworkach (miejscowość w Małopolsce) spotkała się cała orkiestra po raz pierwszy i zaczęło się wspólne granie.
Wiekszość z orkiestrantów, to Polacy – przedstawieni zostali od razu na początku (czyli przy starcie, około 20:00) przez Nigela z imienia i nazwiska.
Rozpoczął od “Four Elements”, napisanej przez siebie, z elementami muzy folkowej, klasycznej, chórek był i nucił coś do mikfofonów, “Bestia” Krzysztof Dziedzic na perkusji po prostu dawał z siebie 120%. Przemiło się tego słuchało.
Po przerwie (o 21:00) część, dla której wszyscy się tam zgromadzili…mianowicie, żeby posłuchać kawałków z Czterech Pór Roku – Antonio Vivaldiego (w wykoaniu Nigela, czyli było dosyć zaskakująco z dyrygowaniem, elektryczną gitarą i skrzypcami).
Sala Barbicanu nadaje się do tego rodzaju imprez, jest bardzo “drewniana”, wygodne siedzenia (2 rząd na balkonie) i ciepło było.
Co ciekawe zanim wyszedł na scenę Nigel, orkiestranci zasiedli i zaczęli stroić instrumenty, jak przystało na profesjonalistów. Z widowni wtedy zaczęło być się słyszeć te odchrząknięcia, kaszle i innego typu przeziębieniowe, jakże typowe na tą porę roku, odgłosy. Po chwili zrobiło się z tego jakieś samonapędzające się medium…wszyscy zaczęli się śmiać, włącznie z orkiestrą, która dołączyła swoje (udawane) kaszlanie. Jak dyrygent/główny artysta pojawił się na scenie |(z kubkiem herbaty, jak zwykle) witany gromkimi oklaskami, wszyscy już mieli rozbawione michy.
Gdzieś podczas drugiej połowy koncertu Nigel zapytał ładnie po polsku wiolonczelistkę “Kalinowska, kochanie, solówke proszę”…i Pani Beata zagrała, potem on dołączył, potem reszta…i rozbujali cała salę do wspaniałej muzyki.
Podobało mi się, nietypowo zagrane…i ten Vivaldi, i wykonanie “4 Elementów”.
Szkoda, że nie załapałem się na bilety do Vortexu w piątek – pewnie sesja będzie niezapomniana. Trzeba śledzić jednak listy koncertowe, żeby perełek nie przegapiać w tym roku.
Orkiestra była “zgrana”, wyglądało na to, że kochają to, co robią i dobrze się bawili grając dla barbakańskiej publiczności.

Pierwsza pomoc

7 Grudzień 2011 Dodaj komentarz

“First Aid at Work” – kurs pierwszej pomocy, 3 dni, 2 trenerów i egzamin praktyczny na koniec. Zdany oczywiście.  Do tego 300 stronicowa książka o ratowaniu życia i postępowaniu w razie wypadków wszelakich, no i umiejętności nabyte (od bandażowania skaleczeń, przez “pozycję boczną ustaloną” do tzw. CPR, czyli usta-usta).
Kurs prowadzony przez dwóch fajnych gości z “St. John Ambulance”, obaj certyfikowani i jeździli “na karetkach” przez kilka dobrych lat. Daleko nie musiałem jeździć, bo tylko na Limehouse (jeden przystanek).
Całkiem przyjemnie spędzony czas, ja i 16 innych osób, teoria, praktyka, przerwa na herbatkę, praktyka, teoria…trenerzy zmieniali się, to raz jeden, raz drugi prowadził, żeby się nie znudzili. Jeden był dowcipniś, drugi trochę bardziej “pod krawatem”.
Kurs dla siebie robiłem (praca nie chciała mi zapłacić), także teraz będę się czuł bezpieczniej idąc z grupą na weekendowe spacery.

Budapeszt–dzień 3

4 Grudzień 2011 Dodaj komentarz

Dnia trzeciego przyszło mi się zmierzyć z samym sobą. Zaciągnąłem się do łaźni tureckich, aby tyłek wymoczyć w ciepłych źrodełkach i przeparować się w saunie. Całe dwie godzinki.
Na dodatek nie musieliśmy nic płacić, bo jak się okazało nasz hotel sąsiaduje z łaźnią i pani z recepcji dała nam kartkę z wejściem “za friko”.
Łaźnie, w których byliśmy, to szestastowieczne Kiraly. To jedne z niewielu, które nie siedzą na źródłach, ale woda dostarczana jest tutaj systemem rur. “Dziury” w dachu dodawały tylko atmosferze, szumiąca woda, nie za dużo ludzi jak na tą pore dnia i roku.
Potem był ostatni posiłek  (gulasz oczywiście i sałatka na drugie danie, bo miejsca już nie miałem).
Transport z hotelu na lotnisko taksówką (ekstra płatną), po tym jak bus odjechał, bo nas nie było na czas (a na stronie piszą, że można bezpłatnie skorzystać z kolejnego transportu za godzinę). Cóż, widać coś przeskrobałem, skoro na koniec musialem jeszcze te parę tysi w forintach zostawić w kraju Winking smile.

Bilecik w zęby i lecimy liniami Malev do Londynu. Koniec wyprawy.
IMG_1637

Kategorie:Świeże powietrze Tagi:

Budapeszt–dzień 2

4 Grudzień 2011 Dodaj komentarz

Dzień drugi (sobota, 3 grudzień 2011).
Przejście przez most Łańcuchowy i lądujemy na stronie Pesztu. Po obejrzeniu wnętrz “Four Seasons Hotel (Gresham Palace)”, udaliśmy się nieco dalej na kawcię/herbatkę w “New York Cafe” w hotelu Boscolo.
IMG_1503IMG_1504IMG_1505

 

Posiedzieli, pogadali, popili, zapłacili i poszli dalej.
Poniżej muzeum sztuki użytkowej (Museum of Applied Arts)
IMG_1511IMG_1513

Udało się też wejść do Metropolitan Ervin Szabo Library (biblioteki), gdzie nowe łączy się ze starym – architektonicznie. Jedno z pięter mieści całkiem “starodawne biurka i lampki”, atmosfera typowa, cicho i tylko do nauki czy czytania zachęca.

A od razu obok biblioteki jest takie ładne podwórko:
IMG_1515IMG_1516IMG_1519

Przystanek na posiłek dzisiaj wypadł akurat w węgierskiej malutkiej jadłodajni, która trochę po karpacku dawała – “Magyar Etterem Es Sorozo”. Tutaj też została spróbowana Palinka, lokalny bimber, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Coś wykręcającego mordę jak marsylski Pastis.

IMG_1639

IMG_1525IMG_1526IMG_1527

Ociepleni i posileni ruszamy dalej. Wracamy na stronę Budy, by wejść do hotelu Gellert, który mieści również łaźnie i spa.

IMG_1528IMG_1529

Po tej stronie rzeki Danuby zostało nam jeszcze wzgórze Gellert (najwyższe miejsce w mieście) wraz z cytadelą.

Nastąpiło potem zejście w dół, aż pod hotel Hilton (w którym znajdowała się jedna z atrakcji).
Niestety przyjęcie tam trwało i kazano nam czekać aż do w pół do szóstej, co wykorzystaliśmy na rundkę dookoła “starej Budy”.

Wracając do wspomnianej atrakcji – którą było picie wina w piwnicy Fausta (ale nie takiej zwykłej znowu) wraz z objaśnieniami Pana Winolewcy skąd jest trunek i jaki ma ten, no, bukiet. Całkiem przyjemnie, bo przez pierwsze pół godziny mieliśmy cały lokal dla siebie.

IMG_1638

A z tymi dwoma do domu wróciłem:

IMG_1640IMG_1641

Nie samym winem człowiek żyje, trzeba było trochę lokalnej kuchni znowu zakosztować. Wybraliśmy się do jednej z restauracji przy Liszt Ferenc ter – Bohemia.

IMG_1597

Kolejny talerz zupy gulaszowej i te zielone papryczki, po skosztowaniu których długo nie mogłem zgasić ognia w gębie.IMG_1598Tapas, serki i dziczyzna.IMG_1599

Mniam, mniam wieprzowinka.

 

IMG_1601

Makaron, grzyby, kurczak-ale głęboki talerz był.

Poczłapaliśmy czy podjechaliśmy, już nie pamiętam na “Plac Bohaterów (Hosok tere).

Tutaj niedaleko, przy Osok tere mieści się “1956 Memorial, pomnik upamiętniający ofiary powstania z 1956 roku, kiedy to obywatele Budapesztu sprzeciwili się sowietom, żeby wkrótce nie zostać nazwanymi “towarzyszami”.
IMG_1624IMG_1628
Stąd tylko krótki spacer dzieli nas od jednego z bardziej magicznych miejsc odwiedzonych podczas tej wizyty – Zamek Vajdahunyad, który mieści muzeum agrokultury.

 

Niedługo potem przeszliśmy się jeszcze raz uliczkami Budapesztu, żeby tym razem wrócić do hotelu przed północą.
IMG_1631IMG_1633IMG_1634

Na liście do zwiedzania pozostawiliśmy wiele obiektów, ale nie sposób wszystkiego zobaczyć w dwa krótkie dni…nawet, gdy próbuje się je rozciągać do granic.

Kategorie:Świeże powietrze Tagi:

Budapeszt–dzień 1

4 Grudzień 2011 Dodaj komentarz

W dniach 1-4 grudnia odbyła się wycieczka do Budapesztu.
Przelot liniami Malev z londynskiego lotniska Gatwick w godzinach popołudniowych w czwartek. Na miejscu przed północą, zarezerwowanym już wcześniej Airportshuttle busikiem dojeżdżamy do hotelu (Regnum Residence). Do wyra.
W piątek zaopatrzeni w mapy i przewodnika – qzyna Winking smile wyruszamy w miasto. Start z lewej częsci Budapesztu, gdzie rezydujemy.
Buda kryje w sobie wiele sekretów, tylko kilka z nich będzie nam dane odkryć w ten weekend.

Fisherman’s Bastion (nazwa pochodzi od rybaków, którzy bronili miasta przed najeźdźcami w Średniowieczu).
Jest zimno, powiewa, nie często wyjmuję aparat do zdjęć.
Potem Buda Castle i spacerek dookoła oraz w doł, do mostu “Szechenyi lanchid” (słynny most łańcuchowy).

IMG_1380IMG_1383

Przerzucamy się przez most i zaczynamy zwiedzanie przeciwległego brzegu – Pest.
Vorosmarty ter (plac) ukazuje się z marketem oraz słynną cukiernią “Gerbeaud”.

IMG_1388

IMG_1392

IMG_1396

Trochę zdjęć miejsc, których nazw nie pamiętam poniżej.
IMG_1399IMG_1400IMG_1404

Taki mały bonusik – ktoś inicjały w kostkach wykręcił, to pstryknąłem na pamiątkę – musiał(a) być tuż przede mną, bo jak wracaliśmy, to już tego nie było.
IMG_1401

Kolejny market poniżej.

IMG_1407IMG_1412IMG_1415

St. Stephen’s basilica poniżej, a powyżej St. Istvan ter. (Istvan, to Stefan chyba).

IMG_1417

Parę kroków od parlamentu

IMG_1422

na Freedom Square stoi sobie statuetka z brązu przedstawiająca prezydenta Reagan’a.

IMG_1421

Gdzieś w tzw. międzyczasie zjedliśmy dobre węgierskie papu (oczywiście musowo z zupa gulaszowa musiała trafić do mojego żołądka) w poleconej restauracji (tuż przy bazylice) – Belvarosi Lugas Etterem.

Wieczorny Budapeszt zaczął przedstawiać się już o godzinie czwartej po południu.

Spacerek w górę i w dół wyspy Małgorzaty (Margit-Sziget) dobrze nam zrobił (parkowa okolica, ludzi zbyt mało, żeby zauważyć, od czasu do czasu jakis samochód przejedzie do hotelu).
Przystanek na ciepły czaj i przed 19-tą stawiliśmy się w kolejnej atrakcji po stronie Budy – Budavari Labirintus (na stronie piszą, że zamknięty, ale to stara informacja). Polecam dostać się tam po godzinie 18.30, kiedy światła są przygaszone i można chodzić po ciemku z lampą naftową (nam nie udało się jednak trafić tej reklamowanej ‘promocji’, ale parę ślepych korytarzy przemierzyliśmy z użyciem latarek i telefonów).

 

Wychodzimy na drugą stronę wzgórza zamkowego. Przymrozek ścina wodę na jezdni i chodnikach, zaczynam stąpać ostrożniej, ślisko.
Zaczynamy odkrywać miasto nocą, od razu obok Matthias Church
IMG_1462
znajduje się znana z porannej wizyty wieża obronna, a dookoła z murów, można niezłą panoramę Pestu obejrzeć.

Znajdując się potem znowu po drugiej stronie (Pest) szukaliśmy miejsca z przewodnika, w którym niby dobre jedzenie i picie dawali. Przewodnik był z 2009 roku, także i miejscówka została już zamknięta (patrz poniżej).
IMG_1484

Zalokowaliśmy się jednak w miejscu, gdzie smakowanie lokalnych Tokaji było jedynym naszym celem.
IMG_1485IMG_1486IMG_1492

Powrót tramwajem (tramem lokalnej komunikacji BKV) numer “6”  (24godzinny bilet na wszystkie środki transportu kosztuje 1550HUF) zajął kilka minut i przed północą zakończyliśmy dzień pierwszy wizyty w Budapeszcie.

Kategorie:Świeże powietrze Tagi:

Kawałek tygodnia

26 Listopad 2011 Dodaj komentarz

Odgrzebałem nowe sety It is What it Is Laurenta Garniera. Na ostatnim (s03e13) mozna calkiem fajny loopy track odszukac, zapetlic i w kółko słuchać. Ma coś z tych starych techniawek, ktorych sluchałem jeszcze parę lat temu.

Gabriel Ananda – Hey blop

 

A tak dla kontrastu dodaję tu jeszcze dubstepowy Place 2 B 1 2 Sides – "Rage" wyrzuca z siedzenia w 1:02min.

Hidden Orchestra–drugi raz na zywo w KOKO@Camden

20 Listopad 2011 Dodaj komentarz

 

KOKO HIDDEN2

 

Tym razem nasi ulubiency ze Szkocji zaprezentowali troche ponad polgodzinny set. Cala impreza odbyla sie pod flaga wytworni "Tru Thoughts" w uprzednio poznanym juz klubie KOKO w Camden. Gralo jeszcze sporo innych wykonawcow, w sumie gwiazdy wytworni (Quantic, Belleruche, Zed Bias, itd).
Organizatorem byl Soundcrash, tak jak poprzednim razem (dwa miesiace temu prawie bylismy na pierwszym koncercie).
Na tego rodzaju zgrupowania mozna spokojnie pojawiac sie godzine po oficjalnym otwarciu drzwi (co nastapilo o 21:00). Nasi okriestranci wstapili na scene dopiero pietnascie minut po polnocy i zagrali ponad polgodzinny set (nadal troche krotko jak na moj gust).
Bujanie sie pod scena (tym razem juz maxymalnie prawie zatloczona, fanow przybywa, a co ;) sluchanie "orkiestry" i przebijajacych sie az do kregoslupa "pojedynkow" dwoch perkusistow, to ogromna frajda i wrazenie, ktore pozostanie na dlugo.
Muzyka na zywo, instrumenty typu puzon czy wiolonczelopodobne (na czym goscinnie grala muzykantka, bo orkiestrantow była czwórka+ekstra wiolonczelistka) zupelnie inny oddzwiek zostawiaja w uszach. Moc fanow dookola dodaje jeszcze do calego przezycia.
Hidden Orchestra zagrala m.in. kawalek Flight z nowego singla, jeden rownie nowy kawalek, ktorego nazwy nie pamietam (podobno nastepna plyta wyjdzie dopiero jesienia 2012)
oraz Burning Circle (material z poprzedniego koncertu ponizej)

oraz  kilka numerow z ostatniej plyty "Night Walks".

Ciekawy wywiad w formie podcastu mozna podsluchac na stronie wytworni TruThoughts.
Koniec wieczoru zatem nastapil cos po 1 w nocy.
Powrot nocnym busem "29" dostarczyl kolejnych wrazen (podobnie jak kiedys "25", kiedy jeszcze byla "bendy") – te nocne bendy-busy zbieraja szumowiny wszelakiej masci i wieku (tym razem walczyly czarne nastotatki z mlodym dlugowlosym metalowcem, krzyk, pisk i brak kulutry. Wysiadly/wyrzucone zostaly o jeden przystanek za wczesnie, bowiem na nastepnym czekala juz policja i kontrolerzy biletow).

Ciekawi innych opinii mogą udać sie do jednego z totalnie losowych blogów ditto.tv, żeby poczytać po angielsku, że ktoś inny też poczuł “orkiestra power”.
Z ostatniej chwili : Hidden Orchestra daje wreszcie całowieczorny koncert w Londynie, co prawda przyjdzie nam czekać aż do 6 Maja 2012, ale co tam – bilety już mam.

Kairos 4tet–jazzowo na Dalston

11 Listopad 2011 Dodaj komentarz

Jest taki klub, co sie nazywa Vortex Jazz club, na Dalston (minute czlapania z Dalston Kingsland na Overgroundzie). Tak to wyglada w srodku (video zapozyczone ze strony Kairosow).

Przyjemnie mily i do tego w ramach London Jazz Festival 2011 (przez te pare dni festiwalu) wystepowalo tam mnostwo artystow. Zaciagnalem sie na piatkowy wieczor 11-go listopada, zeby posluchac Kairos 4tet.
Znajac juz wczesniej ich repertuar z plyty “Statement of Intent” przyjemnie sluchalo sie wykonania na zywo. Muzyczka plasujaca, “glaszczaca po glowie”, liderujacy Adam dawal rade dmuchac w saksofon przez jakies dwie godziny (+fortepian, kontrabas i perkusja).
Podobalo mi sie, bylo milo i przyjemnie, az do polnocy.
Tym sposobem ostatni OVG odjechal i po polnocy mialem okazje sprawdzic trase autobusu 276, ktory z niedalekiego Stoke Newington jedzie az pod sam dom (okazalo sie, ze w nocy jak sie nie zatrzymuje za czesto, to i w 45 minut mozna dojechac, porownywalnie metrem+OVG zajmuje to jakies 20 minut krocej).

Hidden Orchestra na BBC6Music w niedzielę o 10 rano

1 Listopad 2011 Dodaj komentarz

Nie muszę reklamowac, ale musze za to wspomnieć, że dźwięki Hidden Orchestry będa na żywo dostępne w niedzielę, 6 listopada 2011 w BBC Radio 6 Music w programie Cerys Matthews o 10 rano. Nie mogę się doczekać.

Kawałek tygodnia

1 Listopad 2011 Dodaj komentarz

Nie udało mi się uciec od przysłyszenia czegoś nowego. Trąbi mi w uszach już od jakiegoś czasu. Prezentuję niniejszym dziko-zachodowo-westernowy, lekko nu-jazzujący z elementami elektroniki i ciekawymi instrumentami utwór Smokey Bandits  – “A son’s lament”. Muza inspirowana filmami, nie ma co.

Polecam w ogóle całą płytę Smokey Bandits - Debut – dostępna w HMV.

Kategorie:Świat dźwięków
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.