Budapeszt–dzień 2
Dzień drugi (sobota, 3 grudzień 2011).
Przejście przez most Łańcuchowy i lądujemy na stronie Pesztu. Po obejrzeniu wnętrz “Four Seasons Hotel (Gresham Palace)”, udaliśmy się nieco dalej na kawcię/herbatkę w “New York Cafe” w hotelu Boscolo. ![]()
![]()
![]()
Posiedzieli, pogadali, popili, zapłacili i poszli dalej.
Poniżej muzeum sztuki użytkowej (Museum of Applied Arts) ![]()
![]()
Udało się też wejść do Metropolitan Ervin Szabo Library (biblioteki), gdzie nowe łączy się ze starym – architektonicznie. Jedno z pięter mieści całkiem “starodawne biurka i lampki”, atmosfera typowa, cicho i tylko do nauki czy czytania zachęca.
A od razu obok biblioteki jest takie ładne podwórko: ![]()
![]()
![]()
Przystanek na posiłek dzisiaj wypadł akurat w węgierskiej malutkiej jadłodajni, która trochę po karpacku dawała – “Magyar Etterem Es Sorozo”. Tutaj też została spróbowana Palinka, lokalny bimber, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Coś wykręcającego mordę jak marsylski Pastis.
Ociepleni i posileni ruszamy dalej. Wracamy na stronę Budy, by wejść do hotelu Gellert, który mieści również łaźnie i spa.
Po tej stronie rzeki Danuby zostało nam jeszcze wzgórze Gellert (najwyższe miejsce w mieście) wraz z cytadelą.
Nastąpiło potem zejście w dół, aż pod hotel Hilton (w którym znajdowała się jedna z atrakcji).
Niestety przyjęcie tam trwało i kazano nam czekać aż do w pół do szóstej, co wykorzystaliśmy na rundkę dookoła “starej Budy”.
Wracając do wspomnianej atrakcji – którą było picie wina w piwnicy Fausta (ale nie takiej zwykłej znowu) wraz z objaśnieniami Pana Winolewcy skąd jest trunek i jaki ma ten, no, bukiet. Całkiem przyjemnie, bo przez pierwsze pół godziny mieliśmy cały lokal dla siebie.
A z tymi dwoma do domu wróciłem:
Nie samym winem człowiek żyje, trzeba było trochę lokalnej kuchni znowu zakosztować. Wybraliśmy się do jednej z restauracji przy Liszt Ferenc ter – Bohemia.
![]()
Kolejny talerz zupy gulaszowej i te zielone papryczki, po skosztowaniu których długo nie mogłem zgasić ognia w gębie.
Tapas, serki i dziczyzna.![]()
Mniam, mniam wieprzowinka.
Makaron, grzyby, kurczak-ale głęboki talerz był.
Poczłapaliśmy czy podjechaliśmy, już nie pamiętam na “Plac Bohaterów (Hosok tere).
Tutaj niedaleko, przy Osok tere mieści się “1956 Memorial”, pomnik upamiętniający ofiary powstania z 1956 roku, kiedy to obywatele Budapesztu sprzeciwili się sowietom, żeby wkrótce nie zostać nazwanymi “towarzyszami”. ![]()
Stąd tylko krótki spacer dzieli nas od jednego z bardziej magicznych miejsc odwiedzonych podczas tej wizyty – Zamek Vajdahunyad, który mieści muzeum agrokultury.
Niedługo potem przeszliśmy się jeszcze raz uliczkami Budapesztu, żeby tym razem wrócić do hotelu przed północą. ![]()
![]()
![]()
Na liście do zwiedzania pozostawiliśmy wiele obiektów, ale nie sposób wszystkiego zobaczyć w dwa krótkie dni…nawet, gdy próbuje się je rozciągać do granic.












































