Budapeszt–dzień 3
Dnia trzeciego przyszło mi się zmierzyć z samym sobą. Zaciągnąłem się do łaźni tureckich, aby tyłek wymoczyć w ciepłych źrodełkach i przeparować się w saunie. Całe dwie godzinki.
Na dodatek nie musieliśmy nic płacić, bo jak się okazało nasz hotel sąsiaduje z łaźnią i pani z recepcji dała nam kartkę z wejściem “za friko”.
Łaźnie, w których byliśmy, to szestastowieczne Kiraly. To jedne z niewielu, które nie siedzą na źródłach, ale woda dostarczana jest tutaj systemem rur. “Dziury” w dachu dodawały tylko atmosferze, szumiąca woda, nie za dużo ludzi jak na tą pore dnia i roku.
Potem był ostatni posiłek (gulasz oczywiście i sałatka na drugie danie, bo miejsca już nie miałem).
Transport z hotelu na lotnisko taksówką (ekstra płatną), po tym jak bus odjechał, bo nas nie było na czas (a na stronie piszą, że można bezpłatnie skorzystać z kolejnego transportu za godzinę). Cóż, widać coś przeskrobałem, skoro na koniec musialem jeszcze te parę tysi w forintach zostawić w kraju
.
Bilecik w zęby i lecimy liniami Malev do Londynu. Koniec wyprawy. ![]()


