Pierwsza pomoc
“First Aid at Work” – kurs pierwszej pomocy, 3 dni, 2 trenerów i egzamin praktyczny na koniec. Zdany oczywiście. Do tego 300 stronicowa książka o ratowaniu życia i postępowaniu w razie wypadków wszelakich, no i umiejętności nabyte (od bandażowania skaleczeń, przez “pozycję boczną ustaloną” do tzw. CPR, czyli usta-usta).
Kurs prowadzony przez dwóch fajnych gości z “St. John Ambulance”, obaj certyfikowani i jeździli “na karetkach” przez kilka dobrych lat. Daleko nie musiałem jeździć, bo tylko na Limehouse (jeden przystanek).
Całkiem przyjemnie spędzony czas, ja i 16 innych osób, teoria, praktyka, przerwa na herbatkę, praktyka, teoria…trenerzy zmieniali się, to raz jeden, raz drugi prowadził, żeby się nie znudzili. Jeden był dowcipniś, drugi trochę bardziej “pod krawatem”.
Kurs dla siebie robiłem (praca nie chciała mi zapłacić), także teraz będę się czuł bezpieczniej idąc z grupą na weekendowe spacery.


