Jaworki, czyli Nigel Kennedy w Barbicanie
Ktos z widowni nagle zaczyna skandowac “Jaworki! Jaworki”, a Nigel od razu wyjasnia *bo publika lekko osłupiała, co się dzieje*, że to własnie w Jaworkach (miejscowość w Małopolsce) spotkała się cała orkiestra po raz pierwszy i zaczęło się wspólne granie.
Wiekszość z orkiestrantów, to Polacy – przedstawieni zostali od razu na początku (czyli przy starcie, około 20:00) przez Nigela z imienia i nazwiska.
Rozpoczął od “Four Elements”, napisanej przez siebie, z elementami muzy folkowej, klasycznej, chórek był i nucił coś do mikfofonów, “Bestia” Krzysztof Dziedzic na perkusji po prostu dawał z siebie 120%. Przemiło się tego słuchało.
Po przerwie (o 21:00) część, dla której wszyscy się tam zgromadzili…mianowicie, żeby posłuchać kawałków z Czterech Pór Roku – Antonio Vivaldiego (w wykoaniu Nigela, czyli było dosyć zaskakująco z dyrygowaniem, elektryczną gitarą i skrzypcami).
Sala Barbicanu nadaje się do tego rodzaju imprez, jest bardzo “drewniana”, wygodne siedzenia (2 rząd na balkonie) i ciepło było.
Co ciekawe zanim wyszedł na scenę Nigel, orkiestranci zasiedli i zaczęli stroić instrumenty, jak przystało na profesjonalistów. Z widowni wtedy zaczęło być się słyszeć te odchrząknięcia, kaszle i innego typu przeziębieniowe, jakże typowe na tą porę roku, odgłosy. Po chwili zrobiło się z tego jakieś samonapędzające się medium…wszyscy zaczęli się śmiać, włącznie z orkiestrą, która dołączyła swoje (udawane) kaszlanie. Jak dyrygent/główny artysta pojawił się na scenie |(z kubkiem herbaty, jak zwykle) witany gromkimi oklaskami, wszyscy już mieli rozbawione michy.
Gdzieś podczas drugiej połowy koncertu Nigel zapytał ładnie po polsku wiolonczelistkę “Kalinowska, kochanie, solówke proszę”…i Pani Beata zagrała, potem on dołączył, potem reszta…i rozbujali cała salę do wspaniałej muzyki.
Podobało mi się, nietypowo zagrane…i ten Vivaldi, i wykonanie “4 Elementów”.
Szkoda, że nie załapałem się na bilety do Vortexu w piątek – pewnie sesja będzie niezapomniana. Trzeba śledzić jednak listy koncertowe, żeby perełek nie przegapiać w tym roku.
Orkiestra była “zgrana”, wyglądało na to, że kochają to, co robią i dobrze się bawili grając dla barbakańskiej publiczności.


